niedziela, 9 czerwca 2019

Velocikłamstwo, czyli mity o najsłynniejszym z "raptorów".

Velociraptor, jaki był naprawdę?

Nie da się ukryć, że obraz dinozaurów, który istnieje w naszych głowach w dużej mierze opiera się na filmach z serii "Park Jurajski". Podobnie jak większość dzieciaków urodzonych na początku lat dziewięćdziesiątych byłem olbrzymim fanem tych filmów (w sumie dalej jestem). Do tej pory gdy myślę o którymś z występujących w nich gatunków to przed moimi oczami od razu stają ich wersje stworzone przez Stevena Spielberga. Jednakże, naszej uwadze nie może umknąć fakt, iż  wiedza o dinozaurach i innych wymarłych organizmach stale się poszerza. Obraz prehistorycznych gadów z pierwszej części cyklu, wyprodukowanej w 1993 r. był sporządzony według aktualnej na ten rok wiedzy paleontologicznej. Dodać również trzeba, że wiele cech, które przypisano gadzim aktorom było dodanych na potrzebę uczynienia ich bardziej interesującymi. Welociraptor, który obok tyranozaura i spinozaura jest największym wrogiem ludzi trafiających do Parku Jurajskiego był w rzeczywistości niepodobny do zwierzęcia, które żyło na naszej planecie. Zapraszam na analizę mitów związanych z tym mezozoicznym łowcą. Nie był to taki przystojniak, jakim go uczyniono na ekranie.

Para welociraptorów

A może Park Kredowy? 

Jak wszystkie dinozaury, welociraptory pochodzą z ery mezozoicznej. To środkowa wielka era w dziejach naszej planety, która trwała od 251,9 do 66 mln lat temu, a więc 186 mln lat. Składają się na nią trzy okresy geologiczne: trias, jura oraz kreda. Panowanie nad Ziemią w tym czasie bezsprzecznie przejęły dinozaury. Wówczas, na terenie Chin i Mongolii żył welociraptor. Tylko, że okres funkcjonowania tego gatunku przypada na późną kredę. Co robił w Parku Jurajskim? "Park Kredowy" gorzej brzmi, no nie? Nazewnictwo będące pobudką zmian poczynionych w rzeczywistym obrazie dinozaurów pojawi się raz jeszcze później. 

Welociraptorom z pewnościa nie można odebrać groźnego wyglądu.

Napoleon też był niski...

Welociraptory, które występują w Parku Jurajskim rozmiarami przewyższają ludzi. Mają około 2 m wzrostu, wielkie czaszki i znacznie bardziej śmiercionośne pazury. W trzeciej odsłonie filmu welociraptor skręca z łatwością kark człowiekowi jednym kłapnięciem szczęki. Czy rzeczywiście spotkanie z tym zwierzęciem byłoby dla nas równoznaczne z koniecznością zmówienia ostatniego pacierza? Na szczęście nie. Niczym niektórzy mężczyźni na Tinderze, welociraptor dodał sobie trochę cm wzrostu. Prawdziwy gad rozmiarami dorównywał... wyrośniętym indykom. Ileż rozgłosu zyskałoby święto dziękczynienia gdyby daniem głównym był kwiożerczy jaszczur. Jedno jest pewne, wszyscy by się najedli w podobnym stopniu. Niektórych zapewne zdziwi geneza tej radykalnej zmiany. Przecież materiał kopalny mógł z powodzeniem potwierdzić, iż w rzeczywistości mamy do czynienia z przerośniętym kurczakiem. Dlaczego nasz bohater został tak bardzo powiększony? Otóż filmowa wersja dinozaura była wzorowana na kuzynie, deinonychu, który rozmiarami dorównywał kreacji z uniwersum JP. Nie prościej było zwyczajnie oddać deinonychom ich należne miejsce jako  jednym z najbardziej krwiożerczych spośród dromeozaurów (rodzina, do której należał welociraptor i deinonych)? Otóż nie. Powód? "Welociraptor" brzmi chwytliwiej.

Welociraptor i Deinonych de facto zamieniły się rolami w filmach o Parku Jurajskim.

Clever girl?

Filmowa kreacja welociraptora przedstawia go jako zwierzę niebywale inteligentne. Potrafią one znajdować wyjście z potrzasku, działać zespołowo, są zdolne do forteli, którymi przechytrzają ludzi, jak również możliwe jest ich oswajanie i trenowanie. Nikt nie zdziwiłby się gdyby okazało się, że w następnych częściach welociraptory zaczały czytać książki i uchwalać konstytucję w drodze sformalizowanej procedury. Jak zapewne się domyślacie, oczywiście nie były tak lotne. Faktem jest, iż welociraptory i inne dromeozaury miały duży mózg w porównaniu z innymi dinozaurami. Jednakże, mezozoiczne gady rekinami intelektu nie były. Dorosły welociraptor był prawdopodobnie głupszy od małego kotka, a jego inteligencja zbliżona była do tej, którą posiadają emu (według mnie ścisła czołówka jeśli chodzi o nieskalane myśleniem facjaty w świecie fauny). W dalszym ciągu był to jednak jeden z najmądrzejszych mieszkańców Ziemi w kredzie. Inteligencją przewyższał go troodon, którego współczynnik encefalizacji (stosunek masy mózgu do masy ciała) wynosił 6,5. To solidny wynik. Bohater tego posta miał współczynik EQ równy 5, zaś człowiek ma równy 7. Jeśli zatem spodziewaliście się, że wymieranie kredowe zastopowało ewolucję inteligentnych gadów, które wkrótce zaczęłyby iść ścieżką ewolucyjną podobną do naszej to muszę was zawieść. Welociraptor kostki rubika nie ułoży.

Pod względem intelektu welociraptora przewyższał jedynie troodon.

Czy aby na pewno welociraptor był nagi?

Dla wszystkich wielbicieli dinozaurów ciosem okazała się informacja, w której posiadanie weszliśmy po wielu latach od premiery pierwszej części filmu Park Jurajski. Niektóre z mezozoicznych gadów miały pióra. W tej grupie znalazł się również welociraptor. Podobieństwo naszego bohatera do ptaków jest zresztą znamienne. Kości nadgarstka dromeozaurów były podobne do ptasich skrzydeł. Welociraptor, tyranozaur, spinozaur, gołąb, pingwin i papuga należą do tego samego podrzędu zwanego teropodami. Nie ma zatem wątpliwości, iż omawiany przez nas gad więcej wspólnego miał ze skrzydlatymi kuzynami, niż chociażby z triceratopsami. Upierzenie wskazuje również na jedną, bardzo ważną cechę. Otóż welociraptory mogły z dużą dozą prawdopodobieństwa być stałocieplne. Tłumaczyłoby to duży sukces dromeozaurów podczas późnej kredy. Kres dziecięcym wyobrażeniom o łuskowatym zabójcy położyły wydarzenia roku 2007. Wówczas odnaleziono w Mongolii skamieniałość przedstawiającą upierzoną kończynę przednią welociraptora. Czy mógł on wyglądać jak krwiożerczy paw, bażant lub wrona? Mógł. Uczcijmy ten fakt minutą ciszy. 

Welociraptor był upierzony i blisko spokrewniony z dzisiejszymi ptakami.

A co jest prawdą ? 

Welociraptor był mięsożerny. Najprawdopodobniej jego ofiarą padały owady, niewielkie płazy, dinozaury czy ssaki. Polował też na większe zwierzęta takie jak protoceratops. Pojedynek tych dwóch dinozaurów został zachowany w postaci kopalnej jako jedna z najbardziej znanych skamieniałości. Oba gady toczyły ze sobą zażarty bój, który tak je pochłonął, że nie zdążyły zbiec przed zasypaniem przez piach. 
Nie ma obecnie dowodów, że welociraptor polował stadnie, jednakże tej hipotezy nie można całkowicie wykluczyć. Mniejsze drapieżniki, jak np. psowate często polują w grupie. Mogło się to zatem również tyczyć dromezaurów takich jak welociraptor. 
Warto również dodać, że olbrzymi pazur, który jest charakterystyczny dla wszystkich dromeozaurów był w istocie największą bronią tego dinozaura. Ci, którzy mieli okazję obejrzeć trzecią część z serii o Parku Jurajskim pamiętają zapewne scenę, w której hakowata broń wbijała się w plecy mężczyzny. Niewątpliwie bolesny, jednakże wyjątkowo prawdziwy moment (a jest to niezbyt częste w przypadku spielbergowskiej kreacji naszego gada).
Pojedynek welociraptora z protoceratopsem uwieczniony w jednej z najsławniejszych skaminiałości.


Welociraptor to zapewne jedno z najbardziej rozpoznawanych zwierząt prehistorycznego świata. Ową rozpoznawalność zawdzięcza oczywiście serii filmów Steven Spielberga o Parku Jurajskim. Mimo, iż przedstawiony tam został w sposób w większości fałszywy to nie da się ukryć, że diametralnie go uatrakcyjniono. Gdyby krwiożerczy indyk żył, zapewne cieszyłby się z tak schlebiającej kreacji. 

niedziela, 5 maja 2019

Czy wilkor Duch z Gry o Tron mógł kiedyś istnieć?

Trzy wilkory, których nie wymyślił George R. R. Martin.

Inspiracja z dalekiej przeszłości.

Wiosną 2011 roku wyemitowano pierwszy odcinek "Gry o Tron" serialu, który obecnie bije rekordy popularności. Aktualnie oglądamy już ósmy, a zarazem ostatni sezon tego arcydzieła, opartego na serii książek George'a R. R. Martina pt.: "Pieśń lodu i ognia". Głównymi bohaterami serii są Starkowie, ród lordowski z mroźnej krainy zwanej Północą. W ich herbie znaleźć można tajemnicze zwierzę. Owym stworzeniem jest wilkor - ogromny wilk, który towarzyszy każdemu z młodych Starków na początku ich przygód. Niemal każdy potrafi stwierdzić, iż jest to kreacja fantastyczna. Dlaczego miałoby być inaczej? Przecież w tym serialu występują smoki, olbrzymy i nieumarli! Rozwieję zatem wątpliwości, wilkory zdecydowanie kiedyś istniały. Przed Wami trzy zwierzęta, które najbardziej przypominały Ducha, czworonożnego towarzysza Jona, głównego bohatera serialu.
Fanart przedstawiający wilkora Ducha podczas bitwy o Winterfell

Więcej niż pies.

Podstawową cechą martinowskich wilkorów jest ich rozmiar. Są znacznie większe od wilków i psów oraz niemal przewyższają masą człowieka. Fakt ten doprowadził mnie do przedstawiciela psowatych, który wyróżniał się pośród pozostałych kuzynów gabarytami. Mowa o Epicyon haydeni, którego imię oznacza "więcej niż pies". Mógł mierzyć nawet 1,5 m długości i osiągać masę 130 kg. Był zatem wielkości lwicy! Ten monstrualny czworonóg zamieszkiwał tereny Ameryki Północnej w miocenie (15-5 mln lat temu). Jego pysk był dość krótki w porównaniu do współczesnych wilków. Sugerowało to, że zacisk jego szczęki był niezwykle silny. Dzięki temu mógł pożreć ofiarę w całości, a więc razem z kośćmi, co jest charakterystyczne dla hien. Stąd rodzina Borophaginae, nazywana jest psami-hienami lub "bone crushing dogs". Nie jest natomiast do końca jasne czy polował w stadach czy był samotnym łowcą. Nie jest też znany sposób pozyskiwania przez niego pożywienia. Łatwo jest dopowiedzieć historię o efektownych atakach na mioceńską faunę tych majestatycznych drapieżników. Jednakże, w paleontologii dość często dochodzi do zawodu w temacie mięsożerców. Podobieństwo do hien i krótki pysk może wskazywać, iż epicyon był padlinożercą, podkradającym truchła innym zwierzętom i ogałacającym je do ostatniej kości. Bez względu na nawyki żywieniowe, największy przedstawiciel psowatych musiał ustąpić miejsca innym drapieżcom. Do wyginięcia "więcej niż psa" przyczyniła się inwazja Felidae na kontynent północnoamerykański. O kim mowa? O kotach. Wielkie koty zajęły niszę wielkich psów i odniosły druzgocące zwycięstwo w jednej z bitew psio-kociej wojny. To był kres epicyona. 

Epicyon miał krótki pysk, któym mógł miażdżyć kości innych zwierząt


Niedźwiedziopies.

Kolejnym stworzeniem, które z powodzeniem mogłoby być określone mianem wilkora jest amficjon. Amphicyon oznacza "niezjednoznacznego psa". Ze względu na swój wygląd oraz posiadanie cech zarówno psich, jak i niedźwiedzich do amficjona przylgnęła nazwa "niedźwiedziopies". Zwierzę to nie należało ani do psów, ani do niedźwiedzi. Najaktualniejsze badania wskazują, że było jednak mocniej spokrewnione z psowatymi. Nie przesądza to o zbyt wielkim pokrewieństwie. Amficjony stanowiły osobną rodzinę ssaków. Niedźwiedziopsy pojawiły się 30 mln lat temu, w środkowym oligocenie, a ostatecznie zniknęły z naszego świata we wczesnym miocenie (około 20 mln lat temu). Można było spotkać je w Ameryce Północnej, Europie, Azji oraz Afryce. Największy przedstawiciel gatunku (Amphicyon giganteus) ważył nawet do 180 kg. Amficjon wyglądał jak zwierzę o posturze zbliżonej do niedźwiedzia, zaś pysku przypominającym psi. Na pierwszy rzut oka był owocem miłości Lessie i niedźwiedzia Wojtka. Jego przednie łapy były umięśnione jak u grizzly i zapewne wystarczyło jedno precyzyjne uderzenie nimi by uśmiercić ofiarę. Wszystko wskazuje jednak, że stylem życia bliżej było amficjonom do niedźwiedzi. Zwierzęta te były wszystkożerne i mało prawdopodobne jest, że trudniły się polowaniem, a raczej samodzielnie przemierzały lasy w poszukiwaniu pożywienia (owoców czy padliny). 20 mln lat temu amficjony musiały ustąpić miejsca szybszym, zwinniejszym i lżej zbudowanym drapieżnikom jak np. psowate. Był to kres tych przedziwnych stworzeń, które przez miliony lat dumnie nosiły miano topowych drapieżników. 


Amficjon posiadał bardzo silne kończyny przednie jak u niedźwiedzia i typowo psie uzębienie

Wilkor z krwi i kości.

Ostatnim zwierzęciem, które omówię jest wilk straszny (canis dirus), którego angielska potoczna nazwa brzmi "dire wolf". Nie trudno zauważyć, że pokrywa się ona z  tłumaczeniem słowa "wilkor" z Pieśni lodu i ognia. Można przypuszczać, że to właśnie to stworzenie było bezpośrednią inspiracją dla stworzenia postaci Ducha i jego rodzeństwa. Wilk straszny był największym przedstawicielem rodzaju canis, jaki kiedykolwiek żył na naszej planecie. Zamieszkiwał Amerykę Północną i Południową w plejstocenie (240-10 tys. lat temu). Dire wolf był spokrewniony z wilkiem szarym. Nie był od niego wyższy, lecz znacznie mocniej zbudowany. Ważył nawet do 79 kg (wilk szary osiąga maksymalną wagę 60 kg). Dodatkowo jego ugryzienie było silniejsze o 129% od współczesnego nam krewniaka. Wytłumaczyć to można jego nawykami żywieniowymi. W plejstoceńskiej Ameryce Północnej licznie wystepowała megafauna (olbrzymie leniwce, mastodonty, konie oraz bizony), które padały ofiarą wilkorów. Arsenał służący do obalenia olbrzymich roślinożerców musiał być zatem imponujący. Podobnie jak wilki szare, przedstawiciele gatunku canis dirus mogli żywić się padliną. Wiele spośród odkrytych szkieletów ma połamane zęby. Dzięki temu możemy z powodzeniem stwierdzić, że nie były to zwierzęta przystosowane do rozłupywania kości tak jak wyżej opisane epicyony. Wyspecjalizowanie w polowaniu na megafaunę było gwoździem do trumny dla wilków strasznych. Wraz z pojawieniem się człowieka oraz zmianami klimatycznymi, megafauna zaczęła wymierać. Wraz olbrzymimi leniwcami i mastodontami z powierzchni naszej planety zniknęły również wilkory. 

Wilka straszliwy był wyraźnie większy o obecnie żyjącego wilka szarego.
Wszystkim fanom serialu Gra o Tron oraz entuzjastom paleontologii pozostawiam wybór swojego wilkora. Serialowy Duch rozmiarami z pewnością dorównuje epicyonowi, jest równie groźny jak amficjon, ale wygląd zewnętrzny zbliżony jest do wilka strasznego. Wydaje się, iż podzielam zapatrywania autora Pieśni lodu i ognia, G. R. R. Martina, a wilkora (dire wolf'a) najbardziej przypomina mi canis dirus. Niestety towarzysze Starków istnieją jedynie na ekranach naszych monitorów, zaś wszystkie omówione przeze mnie zwierzęta już dawno wymarły. Zawsze możemy jednak nazwać wilkorami nasze domowe czworonogi. No, chyba, że ktoś ma york'a.

Stay tuned.

sobota, 27 kwietnia 2019

Jak to robiły dinozaury?

Przecież w Kredzie też uprawiano seks.

Seks uprawiają wszystki zwierzęta. Żaby, żółwie, papugi, psy, koty i ludzie przynajmniej raz w roku (u tych ostatnich nie jest to regułą) zabierają się za poszukiwanie partnerki, zachęcenie tejże dziewczyny do zbliżenia i w końcu spłodzenie potomków. Wydaje się oczywiste, że skoro zwierzęta robią to teraz to robiły to także przed milionami lat. Sprawa nie jest jednak tak błaha jak mogłoby się wydawać. Zawiłość omawianej kwestii jest dość duża, nie dysponujemy bowiem dostatecznym materiałem dowodym (zapewne poprzez brak uwiecznień). Nie przedłużając, zapraszam na tekst o igraszkach miłosnych najpopularniejszych, wymarłych istot - dinozaurów. 

Na pograniczu tabu i spekulacji.

Dinozaury to zwierzęta, która zniknęły z powierzchni naszej planety około 64 miliony lat temu. Wszelkie informacje, które na ich temat zgromadziliśmy pochodzą z ich skamieniałych szczątków. W zapisie kopalnym zachowują się wyłącznie kości. Nie wiemy jak wyglądały dinozaurze tkanki miękkie. Do takich tkanek należały narządy rozrodcze. Gdybyśmy wiedzieli cokolwiek na ich temat to życie seksualne dinozaurów nie byłoby dla nas żadną tajemnicą. Jak w takim razie określano płeć tych gadów? Było to możliwe po analizie kości miednicznych, które u samic były szersze z powodu konieczności składania dużej ilości jaj. Paleontolodzy wiedzieli, iż na określeniu płci kończą się seksualne dywagacje i akty rozmnażania kredowych potworów były dla nich swego rodzaju tabu. Przez wiele lat mówiło się o tym mało lub wcale, a do zagadki o prehistorycznych igraszkach przylgnęła łata nierozwiązywalnej. Obecnie ludzie, do których bezsprzecznie należą paleontolodzy mają znacznie więcej luzu. Teoretyzowanie i wysnuwanie wniosków na temat dinozaurzego bara-bara zaszło już bardzo daleko. 


Czy stosowanie analogii ma sens?

Dinozaury osiagały znaczne rozmiary. To właśnie gabaryty stanowią jedną z największych przeszkód w określeniu jak wyglądał ich seks. Można oczywiście spojrzeć w kierunku słoni, nosorożców i żyraf, czyli największych lądowych kręgowców, jednakże były one znacznie mniejsze od prehistorycznych bestii. Zdarza się, iż samiec słonia łamie słonicy żebra podczas stosunku. Mówimy w końcu o zwierzętach, które ważą około 7 ton. Co mają powiedzieć zatem brachiozaury, których waga oscylowała wokół 80 ton? Dominuje jednak stanowisko, że skoro zauropody (jak np. brachiozaury) potrafiły przy takiej masie chodzić to równie dobrze mogły kopulować.
Większy sens ma spojrzenie ku nabliższym krewnym mezozoicznych gadów, czyli krokodylom i ptakom. Te pierwsze mają z dinozaurami wspólnych przodków, zaś te drugie to ich potomkowie. Zarówno krokodyle, jak i ptaki nie mają narządów płciowych, a jedynie kloaki odpowiedzialne za defekację, oddawanie moczu i kopulację (brzmi smutno). Prowadzi to do wniosku, że dinozaurze igraszki były krótkie i z dużą dozą prawdopodobieństwa odbywały się w pozycji "na pieska", a zatem przypominały zabawy ptasie.


Pojawiają się kłopoty.

Dinozaury występowały w wielu kształtach i rozmiarach. Różniły się od siebie tak znacząco, że poszczególne aspekty życia seksualnego musiały wyglądać odmiennie u każdego gatunku. 
Ceratopsy, do których należał osławiony triceratops posiadały grzebienie wyposażone w kostne wyrostki. Samiec musiał bardzo się natrudzić żeby nie zakończyć zabawy z poranioną szyją. 
Z pewnością należy również zacząć bać się o panią tyranozaur. Przedstawiciele jej gatunku posiadali najsilniejszy nacisk szczęk spośród wszystkich dinozaurów. Jeżeli samca poniosłoby miłosne uniesienie to zbliżenie mogłoby skończyć się rozlewem krwi. Ciekawostką jest, iż małe kończyny górne tyranozaurów, które od dawna są obiektem internetowych żartów zapewne pomagały samocowi w uprawianiu miłości i utrzymaniu się na wybrance.
Największe zwierzęta jakie kiedykolwiek chodziły po naszej planecie to zauropody. Te olbrzymy ważyły zwykle do kilkudziesięciu ton. Wspomniany wcześniej brachiozaur ważył aż 80 ton. Kilku paleontologów twierdzi, że w celu odbycia stosunku seksualnego te ogromne zwierzęta zanurzały się w wodzie (ta teoria jest raczej niepopularna). Dla trzynastometrowego samca siedzącego na samicy zanurzenie musiałoby być zatem nie lada wyzwaniem.
Największą zagwostkę zafundowały nam jednak stegozaury. Te bardzo medialne stworzenia charakteryzowały się wybitnym arsenałem obronnym w postaci kolców na ciele i ogonie oraz wyjątkowo małym móżdżkiem. Problem polegał jednak na tym, że ostre kolce uniemożliwiałyby samcowi wdrapanie się na samicę. Najbardziej kolczastym spośród stegozaurów był kentrozaur. Seks przedstawicieli tego gatunku był niemalże niemożliwy do wyobrażenia. Obecnie pojawiają się teorie o łagodniejszym zakończeniu wyrostków u samic co umożliwiałoby stosunek. Dziewczyny pozbawione byłyby tym samym defensywy (rażąca niesprawiedliwość). 


A jak wyglądał podryw? 

Można z powodzeniem stwierdzić, że wskazówek dotyczących walki o samice i innych form zdobywania ich względów szukać należy obserwując zachowania ptaków. Obecnie nie jest już żadną rewelacją, że wiele dinozaurów posiadało pióra. Wielu fanów serii Jurassic Park zapewne nie może wyobrazić sobie opierzonego tyranozaura czy velociraptora. W rzeczywistości oba wymienione dinozaury przypominały przerośnięte kurczaki. W okresie godowym ich zachowania przypominać musiały stroszenie piór przez ptaki. Olbrzymie brachiozaury mogły walczyć o samice jak współczesne nam żyrafy, a więc uderzając o siebie długimi szyjami. Triceratopsy pojedynkowały się z użyciem pokaźnych rogów, zaś pachycefalozaury uderzały się głowami jak dzisiejsze muflony. Wszystko to działo się dla dinozaurzych pań!


Po zaznajomieniu się z informacjami zawartymi w powyższym wpisie łatwo stwierdzić można, że o seksie dinozaurów wiemy bardzo mało. Nie wiemy chociażby jak wyglądała gra wstępna. Nie mamy możliwości stwierdzenia czy pani dinozaur okazywała partnerowi niedostępność. Czas trwania zblizenia to jedynie spekulacją. Kwestia jest dalej analizowana przez naukowców, ale może tak nie warto się wtrącać? Przecież nie powinno nas interesować co tyranozaur porabiał w sypialni. 

Stay tuned.

sobota, 20 kwietnia 2019

Wielkanocne jajo na czterech nogach!

Gdyby w plejstocenie obchodzono Wielkanoc...



Jest wiele zwierząt, które kojarzą się ze świątami Wielkiej Nocy.  Czy sensownie byłoby opisywać te dobrze nam znane? Czy może Was zaskoczyć anatomia baranka? Czy dieta zająca to coś niespotykanego? Czy relacja kury z człowiekiem jest osłonięta chociaż rąbkiem tajemnicy? Obawiam się, że pomimo mojej nieznającej granic miłości do zwierząt wolałbym jednak odprężyć się przy Pani Domu i kubku gorącej czekolady (a nigdy tego nie robię), niż pisać na te tematy. 
Nie musiałem długo głowić się nad zwierzęciem, które najbardziej kojarzy mi się ze świętami wielkanocnymi. Było dla mnie jasne, że szukam podopiecznego, który najbardziej przypominałby mi popularną pisankę. Przed Państwem przesympatyczna hybryda Rudego 102 i gigantycznego jaja. Wita Was glyptodon!


Być szczerbakiem!

Glyptodon był ssakiem należącym do rzędu szczerbaków. Jego najbliższymi kuzynami były leniwce, mrówkojady, megatheria (olbrzymy wielkości słoni afrykańskich) oraz pancerniki, które łudząco przypominał. Ów rząd wyróżnia się uzębieniem zredukowanym jedynie do zębów policzkowych. Mózgi szczerbaków są małe, a ich kora mózgowa nie należy do najbardziej pofałdowanych. Trzeba przyznać, iż fakt ten rzuca nowe światło na lenistwo leniwców...


Bezbłędna defensywa.

Glyptodon pojawił się na terytorium Ameryki Południowej około 2,5 mln lat (późny pliocen), a ostatecznie zniknął z powierzchni ziemi około 11 tys. lat temu (wraz z końcem epoki plejstocenu). Zwierzę zdecydowanie wyróżniało się zarówno rozmiarami (mógł ważyć nawet 2 tony), jak i osobliwym pancerzem zbudowanym z płytek kostnych. Były one ułożone w podwójnych albo potrójnych rzędach i pokrywały grzbiet, głowę, pysk, ogon oraz brzuch glyptodona. Ssak ten przypominał zatem wielkiego żółwia, który niestety pozbawiony został możliwości schowania się do swej skorupy. Niektóre gatunki posiadały dodatkowo kostną buławę, która służyć mogła do walk o samicę. 

Bliskie spotkanie z człowiekiem.

Glyptodony wymarły 11 tys. lat temu, a więc dzieliły swoje środowisko z najniebezpieczniejszym z drapieżników - człowiekiem. Twardy pancerz chronił je przed atakami innych zwierząt, jednakże Home Sapiens Sapiens wyróżniał się na tle pozostałych łowców. Bardzo szybko zorientował się, iż powolne i ufne zwierzęta są znakomitym celem do ataku. Zapewne szybko wymyślił sposoby na upolowanie łagodnego, opancerzonego olbrzyma. Przypuszcza się, iż ludzie chowali się w szkieletach glyptodonów przed niepogodą, gdyż znaleziono w nich ślady ognisk. Śmiało można zatem dopisać naszych bohaterów do listy przedstawicieli tzw. megafauny (olbrzymich zwierząt plejstocńskich), którym kres przyniosła ekspansja człowieka. 



Dziś pozostało nam jedynie wspomnienie po zwierzęciu, które w defensywie przewyższało nawet umiejętności włoskich piłkarzy Juventusu Turyn. Nawet jeśli jego pancerz przypominał ogromne, prehistoryczne jajo to jednak mam nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy pomalować muzealnego eksponatu. 

Stay tuned.



wtorek, 16 kwietnia 2019

"Dracarys", czyli wejście smoka.

Czy smoki kiedyś istniały?

Gdybym spytał kogokolwiek o najbardziej znane zwierzę występujące w baśniach, legendach czy powieściach fantasy to odpowiedź byłaby ta sama. Smoki. Wielkie, skrzydlate jaszczury, które posiadały umiejętność ziania ogniem. Niektóre, tak jak tolkienowski Smaug, miały upodobanie do złota. Inne, jak martinowski Drogon, służyły jako wierzchowce dla ludzi. Smoka spotkać można niemalże w każdym, fantastycznym uniwersum. W moim, czwartym wpisie przyjrzę się prehistorycznemu zwierzęciu, które najbardziej je przypominało. Przed Wami kecalkoatl, największy i najbardziej przerażający z pterozaurów.


Fruwające dinozaury? Niezupełnie.

Każdy kto choć raz miał przyjemność obejrzenia Jurassic Park III lub kiedykolwiek natrafił na prace paleoartystów przedstawiające mezozoiczne krajobrazy z pewnością kojarzy spore, dziobate i skrzydlate istoty zwane pterozaurami. Pomimo, iż dzieliły środowisko naturalne z dinozaurami to nie były z nimi blisko spokrewnione. Pterozaury (Pterosauria) były gadami, które pojawiły się w epoce Triasu (230 mln lat temu). Bardziej wtajemniczeni są zapewne świadomi, że wielkie gady, które nie były dinozaurami rządziły Ziemią w Permie i właśnie w Triasie, czyli na pograniczu ery paleozoicznej oraz mezozoicznej. Dlaczego pterozaury nie wymarły i żyły wśród dinozaurów? Otóż były pierwszymi kręgowcami, które wzbiły się w powietrze. Przez cały Mezozoik niezaprzeczalnie rządziły przestworzami. Wśród najciekawszych gatunków wymienić można pteranodona, dimorfodona czy największego kecalkoatla. Ten ostatni będzie przedmiotem dzisiejszego wpisu.


Największe zwierzę, jakie kiedykolwiek wzbiło się w powietrze. 

Kecalkoatl (Quetzalcoatlus) to największy, znany przedstawiciel pterozaurów, który żył na Ziemi w okresie późnej Kredy (epoce, która przyniosła kres dinozaurom i Mezozoikowi). Jego szczątki znaleziono na terenie Teksasu. Jest to zatem żywy dowód na istnienie teksańskiej manii wielkości już w erze mezozoicznej! Zwierzę w istocie przypominało prehistoryczny samolot. Miało rozpiętość skrzydeł szacowaną na nawet 12 m. Jego waga oscylowała wokół 250 kg, zaś żuchwa (łudząco przypominająca bociani dziób) miała długość 2.5 m. Nadlatujący kecalkoatl z pewnością budziłby postrach wśród ludzi, którzy znaleźliby się w cieniu jego skrzydeł. Nie potrafił zionąć ogniem ale bezsprzecznie był smokiem swojej epoki.




Zjawiskowe latania, przyzwoite człapanie.

Kecalkoatl był zwierzęciem pokaźnych rozmiarów. Potrzebował zatem odpoczynku po wyczerpujących lotach. Przy takiej masie ciała start i lądowanie konsumowały bardzo dużo energii. Naukowcy są zdania, iż stosunkowo dużo czasu spędzał zatem na ziemi. Niewykluczone jest, że wtedy również polował. Jego długa szyja, silnie rozwinięte kończyny dolne i ponad dwumetrowa czaszka wskazują, że mógł atakować mniejsze zwierzęta na lądzie. Nie dość, że zadawał ciosy z powietrza to w dodatku potrafił podle człapać za ofiarą.


Mordercza dieta czy all-inclusive?

Kecalkoatl z pewnością polował z powietrza na ryby. W jego jadłospisie znajdowały się także mniejsze, lądowe zwierzęta, za którymi człapał niczym bocian polujący na żaby. Jednakże, jego wielkie rozmiary pozwalały mu na odstraszanie innych drapieżników od upolowanych przez nich zdobyczy. Z dużą dozą prawodpodobieństwa stwierdzić można, iż żywił się padliną. Smok prehistorii, podobnie jak potworny rekin z kenozoicznych głębin (megalodon) mógł być zwyczajnym leniem i zabierać posiłki innym!


Jestem bogiem, uświadom to sobie.

Nazwa kecalkoatla pochodzi od imienia mezoamerykańskiego boga Quetzalcoatla. Wystepował on w wierzeniach Azteków i Majów. Był opisywany jako pierzasty wąż i swoim patronatem objął ziemię i niebo. Trzeba przyznać, że trudno o bardziej adekwatne i dostojne imię. Nasz smok był przecież panem na lądzie i w powietrzu. Nie każdy dostaje imię po bogu. Z pewnością wzrosłoby mu ego. Gdyby żył. :)


Długo zastanawiałem się nad zwierzęciem, które najbardziej przypomina legendarne smoki. Premiera ostatniego, ósmego sezonu Gry o Tron zmusiła mnie poniekąd do podjecia ostatecznej decyzji. Kecalkoatl to najbardziej majestatyczne i zarazem najbardziej potworne stworzenie jakie kiedykolwiek wzniosło się powietrze. Nawet jeśli nie posiadał magicznych mocy, nie zionął ogniem i nie posługiwał się smoczym językiem to był postrachem kredowych przestworzy. Kto wie, może sprawdziłby się w walce z White Walkers?

Stay tuned.

środa, 10 kwietnia 2019

Call me Meg !

Rok 1975. Do kin wchodzi jeden z najbardziej rozpoznwalanych filmów z udziałem śmiercionośnego drapieżnika. Mowa oczywiście o filmie "Szczęki" w reżyserii Stevena Spielberga, który opowiada o morderczej walce z gigantycznym rekinem gustującym w mięsie o popularnej nazwie "ludzina". Naszym bohaterom oczywiście udało się pokonać podwodną bestię (co ochoczo uczynili również w sequelach). Skoro największym, współczesnym nam rekinem jest żarłacz biały (maksymalnie dorastający do 7,2 m długości) to dlaczego ten występujący w filmach z serii "Szczęki" był aż tak wielki? Może rzeczywiście te gigantyczne monstra kiedyś istniały? Może istnieją nadal? Przyjrzymy się dzis uroczemu stworzonku, pieszczotliwie określanemu jako "Meg'. 

Meg był królem oceanów jak lew jest królem dżungli.


Megalodon (Carcharodon Megalodon) to największy i najbardziej przerażający rekin jaki kiedykolwiek przemierzał nasze oceany. Niemalże wszyscy (za wyjątkiem kilku upartych kryptozoologów) są pewni, iż zwierzę to pojawiło się na ziemi 15,9 mln lat temu i wymarło ostatecznie około 2,6 mln lat temu. Postrachem mórz był zatem w okresach pliocenu i miocenu. Dodatkowo megalodony były zwierzętami dość wszędobylskimi gdyż ich skamieniałości znajdujemy na całym świecie. Mówiąc jednak o skamieniałościach należy wskazać, że były to jedynie ich zęby. Może wydawać się, iż jest to niewiele ale na podstawie pozostałości samego uzębienia można oszacować dokładną długość rekina. 
Megalodon mógł mierzyć nawet do 18 metrów długości. To około 1,5 sympatycznego, warszawskiego Ikarusa! O rozmiarach tego zwierzęcia dużo mówi nam też wielkość nowonarodzonych rekinków, które mierzyły zwykle około 4 metrów długości! How sweet  <3 
Megalodon mógł równiez pochwalić się naprawdę imponującym arsenałem i niezawodnym powodzeniem wśród partnerek. Szacuje się, iż penis rekina mógł być nawet wielkości żarłacza białego (który mierzyć może nawet do 7 metrów długości). Popularny Meg mógłby zatem bez trudno zrewolucjonizować branżę pornograficzną i wysłać pewnego, bezwłosego jegomościa na przedwczesną emeryturę.





Gotowanie w domu czy wizyta w Mc'u ?


Największy drapieżnik mioceńskich wód mógł z łatwością polować na walenie, ryby, żółwie morskie czy diugonie. Nie miał naturalnych wrógów ani zwierzyny, która mogłaby mu się przeciwstawić. Na wzór współczesnych nam samców lwów, mógł zostawiać polowanie innym zwierzętom. Odmiennie od lwa, nie mógł wyręczyć się upolowaniem zebry przez harem własnych żon. Jak zatem polował? Jak robić żeby się nie narobić? 
Zęby megalodona różnią się dość istotnie od aktywnie polujących rekinów. Z wiekiem ich krawędzi wyposażane były w ostre wypustki. W miarę starzenia się, zeby przeistaczały się z noży do krojenia steków w bardzo ostre piły do metalu. Może to wskazywać, iż megalodon lubił posilić się padliną, upolowaną przez inne, morskie drapieżniki. Jego uzębienie było wręcz idealnie przystosowane do wgryzania się w dryfujące ciała waleni. Trzeba przyznać, że spytnie to sobie wymyślił. Chociaż warto zwrócić uwagę, że nikt w całym oceanie nie mógł zaoponować temu gigantowi. 
Ogromna szczęka megalodona mogła wywierać nacisk nawet 18 tysięcy kg. Była śmiercionośnym narzędziem, które potrafiło rozłupać nawet najtrwalsze kości. Z powodzeniem zmiażdżyłaby samochód. Nikt nie ma starego malucha na żyletki?

 

Dlaczego kolegi już nie ma wśród nas?


Wyginięcie megalodonów nie jest do końca wyjaśnione. Pojawią się głosy, iż megalodon dostosował się wyłącznie do wód ciepłych. Podczas plioceńskiego oziębienia klimatu walenie zaczęły migrować w kierunku wód polarnych. Niemogący za nimi podążyć megalodon mógł zwyczajnie umrzeć z głodu. Ta teoria wydaje się jedynie po części prawdopodobna. Megalodony mogły przystosować się do chłodniejszych wód tak jak robią to współczesne rekiny i popłynęłyby za ofiarami.
Paleontolodzy zwracają jednak uwagę, że wymarcie megalodonów wiąże się ze zniknięciem dużej liczby wielkich waleni na skutek zamknięcia kanału środkowoamerykańskiego. Ta teoria znajduje największe poparcie w środowiskach naukowych. Sympatyczny megalodon odszedł zatem w niepamięć wraz ze swymi posiłkami.


Czy monstrualny rekin dalej żyje gdzieś w głebinach?


Lęk przed wielkim, ciemnym kształtem przepływającym pod łodzią jest w naszym mózgach zakorzeniony bardzo mocno. Ludzie niejednokrotnie twierdzą, iż rozpoznali olbrzymią płetwę unoszącą się ponad wodę lub znajdują niewytłumaczalnie zmasakrowane ciała wielorybów. Wszelkie tego typu opowieści ożywiają temat pozostania megalodona wśród żywych. Paleontolodzy jednak rozwiewają każde wątpliwości. Według wszystkich, wykonanych badań i pomiarów megalodony nie żyły już w plejstocenie. Wyginęły na pewno 2,6 mln lat temu. Gdyby było inaczej to prędzej czy później jakiś Janusz wypatrzyłby osiemnastometrową rybę zza parawanu, czyż nie?


Stay tuned!

czwartek, 28 marca 2019

Radziecki jednorożec.

Najstraszliwszy wśród jednorożców.


Gdyby ktoś poprosił Was o wymienienie najbardziej charakterystycznych, legendarnych stworzeń, większość z Was zapewne umieściłaby na liście jednorożce zaraz po popularnych smokach. Niemal w każdym, fantastycznym uniewersum jednrogi koń pojawia się jako istota dobra. W "Opowieściach z Narnii" służby głównemu bohaterowi jako wierzchowiec. W serii o przygodach Harrego Pottera włos z jego ogona używany jest do produkcji różdżek. Dzisiaj jest popularną emotikoną, występuje często otoczony tęczą i symbolizuje słodycz, z którą identyfikują się jeszcze słodsze osoby. Każdy jednak może zgodzić się, że istnienie jednorożców jest fikcją. 
Czy aby na pewno nigdy nie żyło zwierzę, które mogło dać początek legendzie o jednorożcu? Czy było milutkie, słodkie i paradowało po tęczy? A może na myśl o wizerunku we współczesnych mediach przewraca swoje skamieniałe kości w glebie? Zapraszam!

Przedstawiam Wam jednorożca po siłce!


Elasmoterium (Elasmotherium sibericum) było wielkim, prehistorycznym nosorożcem, który bytował sobie spokojnie na terenach Eurazji, głównie dzisiejszej Rosji. Można jednak przypuszczać, iż zasięg jego występowania był znacznie szerszy. Rysunki naścienne we francuskich jaskiniach do złudzenia przypominają naszego podopiecznego co sugeruje, iż zamieszkiwał nawet Europę Zachodnią.  
Najbardziej wiarygodne badania jego szczątków sugerują, że żył jeszcze 39 milionów lat temu. Jednakże aktualnie prowadzone są pomiary, które sugerują, iż elasmoterium żyć mogło nawet 26 milinów lat temu (wątpliwe). Oznacza to, iż współistniał z ludźmi i neandertalczykami (potomkowie tych drugich występują tłumnie na polskich stadionach). 
Nasz przyjaciel miał 5 m długości, 2 m wysokości i ważył 4,5 t. Elasmoterium było zatem cięższe aż o 2 t od największego, współczesnego krewnego - nosorożca białego. W odróżnieniu od wyżej wymienionego kolegi, był owłosiony, co oczywiście wynika z niskich temperatur, z którymi musiał się mierzyć. 

Największy miecz w ZSRR!

Znakiem rozpoznawczym naszego przyjaciela jest róg, dzięki któremu do zwierzęcia przylgnęło miano syberyjskiego jednorożca. Szacuje się, iż mógł byś nawet dwumetrowy. Niestety do czasów współczesnych nie zachował się żaden z nich. Nie jest to jednak nic dziwnego, gdyż był on zrobiony ze skompresowanych włosów i nie miał szans zachować się w skamieniałościach do dnia dzisiejeszego. Fakt istnienia rogu oraz jego przybliżoną długość naukowcy wydedukowali z kształtu czaszki elasmoterium. Spekuluje się, że "miecz" nosorożca służyć mógł do wygrzebywania jedzenia ze śniegu, obrony przed drapieżnikami lub walk o samice. 



Głównie jadł, rzadziej myślał.


Tak jak wszystkie nosorożce, elasmoterium był weganinem o czym jednoznacznie świadczy uzębienie oraz zawartość żołądka zwierzęcia zachowana w skamieniałościach. Mózg prehistorycznego jednorożca był dość mały i głównie znaleźć można w nim było pola, które odpowiadały za węch. Można zatem śmiało stwierdzić, że nasz bohater przeważanie jadł. A jak nie jadł to myślał o poszukiwaniu jedzenia. Konsumpcjonizm. 

Droga koleżanko, jestem jednorożcem!


Od tysiącleci, wśród ludzi zamieszkujących Chiny, Rosję oraz Mongolię krążyły legendy o jednorogim zwierzęciu zamieszkującym stepy. W każdym z języków, które przecież mocno się od siebie różniły i pochodziły z różnych grup językowych, występuje termin określający stworzenie mianem: "jeden róg". Jest to kolejna wskazówka, że elasmoterium mogło rzeczywiście dzielić swoje środowisko z człowiekiem rozumnym. Zwierzę pojawia się również w legendach ludu Ewenków zamieszkujących Syberię. W podaniach tej grupy etnicznej znaleźć można opowieści o wielkim, czarnym byku z pojedynczym rogiem. Obecność stworzenia przypominającego mitycznego jednorożca pokrywa się zatem zasięgiem występowania elasmoterium i dlatego to właśnie nasz bohater uważany jest za protoplastę wszelkich jednorożców.



Czy wyobrażenie poszło we właściwym kierunku?


Nie wiem jak Wy ale ja zadaję sobie pytanie: Co poszło nie tak? Majestatyczny, dostojny nosorożec z dwumetrowym rogiem stał się chudym konikiem z tęczową grzywą. Kto odpowiada za tę transformację? Czy powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności karno-sądowej? Pozostaje cieszyć się, że żadne elasmoterium nie dożyło tych krzywdzących porównań. 


Stay tuned!