niedziela, 14 lipca 2019

Pięć potworów, które zmienią Twoje myślenie o żabach.

Płazy to nudna gromada zwierząt. Czy aby na pewno?

Eriops, jeden z największych płazów prehistorii.

Co zawdzięczamy płazom?

Płazy. Gromada kręgowców, które dziś nie otrzymują zbyt wielu ciepłych słów. Żaby, ropuchy i salamandry kojarzą nam się z obślizgłymi, powolnymi i niezbyt inteligentnymi zwierzętami, głównie niewielkich rozmiarów. Twierdzenie to nie jest dalekie od prawdy. W porównaniu z nami są to organizmy prymitywne, a świadczyć o tym może chociażby ich nierozerwalny związek z wodą. Płazy składają w niej jaja i funkcjonują dopóki nie przeistoczą się z formy larwalnej w dorosłe i w pełni ukształtowane zwierzę. Ten ziemnowodny tryb życia daje już nam wskazówkę do tego co tym organizmom zawdzięczamy. Można bowiem z dużą dozą pewności stwierdzić, że przodkowie dzisiejszych żab i traszek byli pierwszymi kręgowcami chodzącymi po lądzie. Wyewoluowały z ryb mięśniopłetwych, opuściły komfortowe zbiorniki wodne, a następnie dały początek wszystkim lądowym kręgowcom, a wiec także ludziom. Niewiele osób zdaje jednak sobie sprawę z faktu, iż gromada tych zwierząt kiedyś zdominowała Ziemię, krewni ropuch osiągali znaczne rozmiary i niejednokrotnie znajdowali się na szczycie łańcucha pokarmowego. Zapraszam na tekst o pięciu niesamowitych płazach, dzięki którym zaczniemy bardziej szanować żaby. Zapraszam!

1. Po co ciągle siedzieć w morzu?

Pewnie wiele osób zdziwi się, że umieszczam na tej liście to zwierzę. Nie wygląda przecież majestatycznie, nie osiąga kolosalnych rozmiarów i z pozoru nie jest w nim nic interesującego. Niesamowitość płaza, do którego omówienia za chwilę przejdziemy polega jednak na czymś zupełnie innym. 
Ichtiostega to bowiem brakujące ogniwo pomiędzy rybami a płazami. Uważana jest za jednego z pierwszych lądowych kręgowców, a podbój lądu rozpoczęła już w erze paleozoicznej. Żyła w późnym dewonie, około 365-360 mln lat temu. Jej skamieniałości odnaleziono na terenie dzisiejszej Grenlandii. Płaz ten mierzył około 1,2 m długości. Nie dla ichtiostegi był niestety taniec towarzyski czy bieg przez płotki, a w zasadzie nawet i płynny chód. Poruszała się ona jak współczesne lwy morskie, miała bardziej rozwinięte kończyny przednie, dzięki którym potrafiła ciągnąć swe ciało po podłożu podczas gdy kończyny tylnie właściwie nie pracowały. Warto również zwrócić uwagę, iż dorosła ichtiostega posiadała już płuca, a nie skrzela. Lądowa eskapada tego zwierzęcia to zdecydowanie jeden z najbardziej przełomowych momentów w historii życia na Ziemi. Aż trudno uwierzyć, że główną rolę w tym spektaklu gra hybryda kumaka i płotki.

Ichtiostega zaczyna eksplorować ląd.

2. Płaz bumerang

Jeśli bumerang kojarzy się Wam jedynie z bronią stosowaną przez Aborygenów, która zawsze wracała do rąk rzucającego to nie należy się temu dziwić. Niektórym z Was może przypomnieć się popularny na YouTube skecz z Erikiem Hartmanem (jeśli ktoś nie zna to odsyłam tam wszystkich amatorów czarnego humoru). Paleontologom jednak zapewne bumerang kojarzy się z milutkim mieszkańcem permskich sadzawek - Diplocaulusem.
Diplocaulus był dumnym przedstawicielem lepospondyli, czyli czyli jednej z grup płazów. Żył w Permie (około 350-255 mln lat temu) i jego skamieniałości odnajdywano na terenie dzisiejszego Maroka. To co niezwykłego jest w tym niewielkim, bo dorastającym raptem do 1 metra płazie? Przedziwny kształt jego głowy przypominający bumerang. Na pierwszy rzut oka zwierzę wygląda jakby zaprojektowała jej jakaś wyższa inteligencja. Aparycją przypomina zaawansowaną pod względem technicznym łódź podwodną, podobną do tej, którą ukazano w pierwszym epizodzie Gwiezdnych Wojen. Pewnym jest, że matka natura nie przewiduje takich wynalazków bez przyczyny. Naukowcy wciąż spierają się co do zastosowania te dziwacznej struktury. Najprostszą i również z reguły się sprawdzającą hipotezą stanowi przeznaczenie godowe. Posiadacz bardziej bumerangowego łba mógł być bardziej atrakcyjny dla samic. Inny pogląd głosi, że posiadacza takiej głowy trudniej byłoby pożreć drapieżnikom (większym płazom i rybom połykającym ofiary w całości). Funkcjonuje również pomysł, iż zwierzę unosiło się na powierzchni, a dziwnie ukształtowana makówka służyła jako ster. Płaz przypominałby wówczas łódź. Ja osobiście skłaniam się ku pierwszemu rozwiązaniu. To musiały być panienki.
Ostatnimi czasy pojawiły się spekulacje, że diplocaulus wcale nie wymarł. Jeden mężczyzna upublicznił w internecie fotografię zwierzęcia podobnego do diplocaulusa w wiadrze. Zdjęcie szybko zidentyfikowano jako nieprawdziwe. Płaz był jedynie modelem. Biedni kryptozoolodzy, nikt nie docenia ich pracy.

Diplocaulus, czyli płaz-bumerang.

3. Żaba-diabeł, serio. 

Przenosimy się do późnej kredy. Świat za chwilę ma zostać zrównany z ziemią przez uderzenie meteorytu (ewentualnie biblijny potop lub atak kosmitów). Mowa o okresie kiedy należy spieszyć się kochać dinozaury, które tak szybko mogą odejść. Prehistoryczne gady osiągały oczywiście pokaźne rozmiary, ale gdy były jeszcze malutkie to czaił się na nich przerażający wróg - Beelzebufo a.k.a. żaba-diabeł. 
Nasz bohater żył 67 mln lat temu i prowadził głównie lądowy tryb życia. Jego skamieniałości odnajdywano na terenie dzisiejszego Madagaskaru i należy cieszyć się, że nie dożył dnia dzisiejszego bo z pewnością spędzałby wolny czas na konsumpcji małych lemurów. Był największym płazem bezogonowym i mógł osiągać nawet do 40 cm długości. Miał ostre zęby i bardzo szybko i silnie zaciskał szczęki, co ostatecznie przesądza o diecie składającej się z niewielkich kręgowców. Na jego nieszczęście przytrafiła się globalna katastrofa, ewentualnie Noe nie zabrał go na barkę. 

Beelzebufo połyka małego dinozaura.


4. Ostatni Mohikanin

Kres dominacji wielkich płazów przypadł na epokę triasu. Konkurencja ze strony zajmujących tę samą niszę ekologiczną krokodyli okazała się wówczas zbyt duża. Wielkie płazy jak np. temnospondyle praktycznie przestały istnieć. Udało im się przeżyć wyłącznie na jednym z kontynentów. Mowa oczywiście o zawsze odróżniającej się od reszty Australii. Wspominanie jednak o niej w kontekście kontynentu jest nieco nieprawidłowe bo zwyczajnie nim wówczas nie była. Ziemie, które dziś zamieszkują kangury niegdyś były częścią superkontynentu Gondwany i znajdowały się niedaleko bieguna południowego. Był to teren nieprzyjazny dla ówcześnie żyjących organizmów, które preferowały klimat ciepły. Jednymi z tych zwierząt były krokodyle. Dlatego też właśnie tam utrzymała się populacja wielkich płazów, których najbardziej imponującym przedstawicielem okazał się kulazuch.
Kulazuch żył w środkowej kredzie, około 110-106 mln lat temu. Dorastał do 5 m długości i ważyć mógł nawet pół tony. Zachowywał się i polował jak dzisiejszy krokodyl. Czekał przyczajony w płytkiej wodzie aż niczego nieświadome zwierzę podejdzie do wodopoju i wciągał ją w odmęty. Jego ofiarą padały głównie średniej wielkości dinozaury. Ale jak taki zmiennocieplny organizm mógł przeżyć w tak niskich temperaturach? Żaden z obecnie żyjących płazów nie mógłby przetrwać na biegunie południowym. Paleontolodzy podejrzewają, że ten drapieżnik posiadał zdolność hibernacji, dzięki której mógł przeczekać najzimniejsze okresy. Niestety, klimat zaczął się ocieplać i przybycie krokodyli położyło kres ostatniemu bastionowi dużych płazów na Ziemi.

Rozmiary kulazucha. 

5. Tyranozaur wśród płazów. 

Rozmiary prionozucha.
Omówiłem już lądowego protoplastę, zwierzę przypominające broń, żabę z piekła i mistrza surwiwalu. Żadne z tych zwierząt nie jest jednak szczytowym drapieżnikiem swoich czasów. W gromadzie płazów udało mi się jednak odszukać potwora, który z powodzeniem był tyranozaurem (ewentualnie szczupakiem) swoich czasów. Przed Państwem prawdziwy tytan - prionozuch. 
Prionozuch zamieszkiwał Brazylię w środkowym permie, a więc między 299 a 272 mln lat temu. Był z powodzeniem jednym z największych drapieżników swych czasów. Rozmiarami górował nad innymi płazami i zapewne nie miał żadnych wrogów. Osiągał nawet 9 m długości i mógł ważyć 2 t (sporo jak na kogoś żabopodobnego). Z wyglądu przypominał dzisiejsze gawiale, miał wąski pysk wyposażony w rzędy ostrych zębów. Służyły one do chwytania ryb i innych płazów. Istnieją hipotezy, które mówią, że mógł polować jak dzisiejszy krokodyl nilowy i zaczajać się na ofiary przy brzegu jednak nie są one potwierdzone przez żadne naukowe źródła. Biorąc pod uwagę imponującą i bardzo ciekawą faunę permu pozostaje mieć niedosyt, że t-rex tej epoki stronił od wychodzenia na ląd. Mógłby tam namieszać jeszcze bardziej.

Polujący prionozuch.
Mam nadzieję, że wspomniana piątka zwierząt ostatecznie zmieniła Wasze postrzeganie płazów. Co prawda dzisiejsze traszki, salamandry, ropuchy i żaby nie budzą szczególnej ekscytacji ale warto pamiętać, że niegdyś przeżywały swój absolutny rozkwit. Osiągały niesamowite rozmiary, przybierały przeróżne kształty i praktykowały rozmaite zachowania. Zalecam pamiętać o dziewięciometrowym prionozuchu gdy spogląda się z pogardą na żabę. 

Stay tuned!

Bibliografia:






















poniedziałek, 8 lipca 2019

Entelodont - taka świnia z przeszłości

Czy można być zjedzonym przez świnię? A jakże!

Świnia-terminator.

Kim były entelodonty i dlaczego to dobrze, że nie mieliśmy okazji się z nimi spotkać?

Pierwszy rzut oka na któregokolwiek z członków rodziny Entelodontiae i wnioski nasuwają się same. Przed naszymi oczami stoi olbrzymia, monstrualna i przerażająca świnia. Ewolucja jednak lubi wprowadzać w błąd pobieżnie spoglądających na jej produkty. Czy potoczne miano "piekielne świnie", które nadali eneteldontom ludzie rzeczywiście znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości? Większość naukowców jest zdania, że entelodonty świniami nie były. Spokrewnienia upatrują w hipopotamach i waleniach. Czy tak majestatyczne stworzenia mogły być rodziną z ociężałymi hipopotamami i opływowymi waleniami bardziej niż ze świniami, które de facto wyglądają jak ich miniaturki? Wytłumaczenia doszukiwać się należy w terminie "ewolucja konwergentna". Ale jakie jest znaczenie tego skomplikowanego słowa? Otóż, najprościej ujmując chodzi o wykształcenie podobnych cech zachowania czy anatomii u kilku różnych grup organizmów, które przystosowują je do określonego trybu życia lub warunków środowiska. Nierzadko konwergencja wystąpić może u zwierząt, które żyją w dwóch oddalonych od siebie miejscach na Ziemi i nigdy nie będą miały okazji się spotkać. Najlepszym na to przykładem wydają się podobne cechy budowy ciała delfinów i wymarłych ichtiozaurów, czyli przedstawicieli gromad ssaków i gadów, które w identyczny sposób przystosowały się do życia w wodzie. Ich anatomia wysyła obserwatorom jasny przekaż: szybko pływam, poluję na mniejsze organizmy wodne i nie wychodzę na ląd. Paleontolodzy są zdania, iż spoglądając na entelodonty i świnie mamy przed sobą właśnie przykład konwergencji. Śmiało można stwierdzić, że skala wszystkożerności i chrumkania jest jednak z goła inna. Zapraszam na bliższe spotkanie z entelodontami, w szczególności z najbardziej potwornym z nich - daeodonem!




Delfiny i ichriozaury - przykład konwergencji.


Czy mogliśmy napotkać świnię-terminatora?

Entelodonty spotkać mogliśmy w Azji, Europie oraz Ameryce Północnej. Istnieją teorie, że te zwierzęta pojawiły się na początku właśnie w Eurazji i przeszły na kontynent amerykański poprzez most lądowy, które niegdyś łączył oba kontynenty. Pierwsze entelodonty, które były małymi stworzeniami pojawiły się w epoce eocenu (37,2 mln lat temu), zaś ostatnie, olbrzymie formy zniknęły z powierzchni ziemi we wczesnym miocenie (15,97 mln lat temu). Czy wesoły, owłosiony i ubrany jak do rajskiego ogrodu homo sapiens mógł zostać spontanicznie zaatakowany i zjedzony przez któregoś ssaka z rodziny piekielnych świń? Z przykrością muszę poinformować, że nie. Jedni z naszych najwcześniejszych krewnych, australopiteki żyły od 4,1 do 1 mln lat temu, a zatem żadna ze świń terminatorów nie mogła ich pożreć. Szkoda, zmarnowany potencjał w historii naszej planety.

Entelodont atakuje niedźwiedziopsa.

Czym różniły się od złego dzika?

Już wcześniej wyjaśniłem, że entelodonty nie do końca muszą być ze świniami spokrewnione. Ustaliłem również, że w sumie to i tak je przypominają. Co zatem odróżniało te monstra od poczciwego polskiego dzika? Miały bardziej umięśnione ciała. W szczególności wszelkie mięśnie służące do utrzymania w pionie ogromnego pyska mogły robić wrażenie. Zwierzę było górą chodzącą na... raciczkach. Typowy przykład olewania dnia nóg na siłowni. Warto zwrócić uwagę, iż najbardziej przerazić mógł jednak ich pysk. Wielkie głowy nie były zakończone ryjem i wystającymi kłami, a standardowym zestawem dość imponującego uzębienia. Po obu stronach głowy widoczne były kostne wyrostki, większe u samców, a mniejsze u samic. Sugeruje to ich rolę w procesie rozrodczym. Posiadacz bardziej kanciastych polików miał zatem ułatwione poszukiwanie wybranki swego serca. Paleontolodzy spekulują również, że wyrostki mogły służyć jako umocowania bardzo silnych mięśni, które służyły do zamykania potężnych szczęk. Należy zauważyć, że przede wszystkim nasze potwory były pokaźnych rozmiarów. Największy przedstawiciel, Daodon miał 3,6 m długości, 2,1 m wysokości i ważyć mógł nawet do 1000 kg.
To czego świniom zazdrościć mogą nawet psy i koty to ich intelekt. Czy entelodonty były równie mądre? Akurat w tym miejscu podobieństwa się kończą. Co prawda, nigdy nie zachował się mózg zwierzęcia, ale oszacować można, iż był raczej niewielki w porównaniu do reszty ciała. Bardziej masa niż krzyżówki. 
Porównanie wielkości Daeodona i człowieka.

A co entelodontom smakowało najbardziej?


Wszystko. Uzębienie nie było typowe ani dla wegetarian, ani dla mięsożerców. Ślady ugryzień na kościach prymitywnych wielbłądów, nosorożców oraz chalikoteriów (wymarłe ssaki przypominające hybrydę goryla i konia) sugerują, iż zwierzęta te po śmierci mogły wylądować w żołądkach entelodontów. Najbardziej popularna teoria mówi, iż świnie terminatory były wszystkożercami, ale dominującym elementem ich diety były jednak pokarmy roślinne. Mięsem uzupełniały jedynie swoje żywienie. Pozostaje zatem pytanie czy mogły polować, czy raczej posilały się padliną? Bardzo solidnym argumentem za pożywianiem się zwłokami jest fakt, iż były to zwierzęta kopytne. W odróżnieniu od kotów, psów czy hien nie mogły zatem przytrzymać zaatakowanej ofiary. Pomimo posiadania imponujących rozmiarów szczęki, raczej wątpliwe jest by daodon potrafił jednym ugryzieniem zabić ofiarę. Tak jak dzisiejsze dziki, entelodonty nie grymasiły przy jedzeniu i wolały bardziej to co znalazło się na ich drodze, aniżeli to co biegało wokół nich. 

Daeodony próbują odebrać zdobycz hyeonodontom.

Jakim cudem terminatory wyginęły?

Poszukując powodu wymarcia entelodontów, zwrócić należy przede wszystkim uwagę na zmiany klimatu, które miały miejsce na przełomie oligocenu i miocenu. Klimat się ochłodził, a otoczenie zaczęło się przeistaczać. Zamiast lasów zaczęły pojawiać się połacie terenów trawiastych. Wiele zwierząt, jak np. konie, szybko przestawiły się na spożywanie trawy. Sprawa wyglądać mogła inaczej u entelodontów, które do końca pożywiały się roślinami innego rodzaju, których systematycznie zaczynało brakować. Olbrzymi daeodon był jednak wszystkożerny. Dlaczego zatem ciężej było mu znaleźć padlinę? Wydaje się, iż tutaj entelodonty zaczęły mieć konkurencję. Pojawiły się Niedźwiedziopsy, które były o wiele bardziej inteligentne i nie dawały sobie tak łatwo odbierać padliny jak funkcjonujące wespół z piekielnymi świniami kreodonty (pokaźnych rozmiarów drapieżniki przypominające nieco hybrydę wilka i hieny). Móżdżki entelodontów zwyczajnie nie urosły dość duże aby zmierzyć się ze zmianami w otaczającej je rzeczywistości. Zależność tego typu powtórzyła się w histori Ziemii wiele razy. I zapewnie wiele razy jeszcze się pojawi. 

Daeodon

Stay tuned!



wtorek, 25 czerwca 2019

Smutna historia "pięknej" syreny

Najgroźniejszym ze zwierząt jest człowiek.

Niewiele jest równie smutnych i emocjonujących tematów jak szkody, które wyrządza gatunek ludzki w środowisku. Już od samego momentu pojawienia się człowieka na Ziemi stał się on zagrożeniem dla reszty zamieszkujących naszą planetę organizmów. Mało jest zresztą istot, które osiągnęły tak duży sukces populacyjny. Człowiek zasiedlił niemalże całą planetę, przystosował się do wszelkich warunków i wciąż rozmnaża się z zatrważającą prędkością. Wszystko odbywa się niestety kosztem rodzimej fauny i flory. W historii możemy wskazać wiele przypadków destrukcyjnego wpływu człowieka na środowisko naturalne. Gdyby nie działalność ludzi to dalej moglibyśmy podziwiać bujne śródziemnomorskie lasy, pływać w Jeziorze Aralskim, spotkać ptaki dodo, a także z dużą dozą prawdopodobieństwa obserwować na Syberii mamuty. Dziś opowiem przygnębiającą historię pięknego zwierzęcia, które przegrało walkę z człowiekiem bardzo szybkim nokautem. Zapraszam.

Syrena morska, zwana krową morską i spotkanie z ludźmi.

Syreny naprawdę istnieją!

Prawdopodobnie każdy bez chwili zastanowienia włożyłby legendy o syrenach między żeglarskie bajania. Hybryda pięknej dziewczyny i ryby wydaje się czymś absolutnie mitycznym i nie miałaby prawa istnieć. Opowieści o tych istotach zapewne zrodziły się z nudy jaka ogarniała żeglarzy od momentu kiedy zaczęli przemierzać oceany. Jednakże wydaje się, iż nie możemy jednoznacznie stwierdzić, że syreny nie istnieją. Otóż każdy z nas może spotkać kiedyś syrenę. 
Syreny (brzegowce) to rząd wodnych ssaków. Wśród owego rzędu wyróżnić można manaty i diugonie. Syreny to wegetarianie, a zamiast soczystego falafela wybierają morską trawę (dziwny wybór). Mają krótkie kończyny przednie, masywne tułowia i ogon zakończony płetwą. Oddychają oczywiście za pomocą płuc, więc często muszą wynurzać się na powierzchnię wody by zaczerpnąć powietrza. Manaty, wśród których wyróżnić możemy trzy gatunki, zamieszkują Karaiby, rzeki Ameryki Południowej oraz Afryki. Diugonie (jeden gatunek) spotkać możemy w basenie Oceanu Indyjskiego. Fascynująca jest również ich ewolucja. Syreny mają wspólnego przodka ze słoniami! Może nawet stąd wywodzi się ich ospały i powolny temperament. Droga ewolucyjna, którą poszły syreny jest zatem dość ciekawa. Zagadką pozostaje dlaczego wybrały rolę morskich kosiarek, zamiast najbardziej majestatycznych stworzeń lądowych na ziemi (nie oceniam). Jednakże, kiedyś żyła jeszcze jedna syrena. Znacznie większe od jakiegokolwiek brzegowca, na którego możemy się natknąć obecnie. Jej historia jest jednak dużo smutniejsza.

Manat z młodym.

Gdyby hipopotam i krowa mieli wspólne dziecko.


Syrena morska, zwana również krową morską Stellera (Hydrodamalis gigas) należała do rodziny diugoniowatych. Była jednym z największych ssaków morskich, mierzyła do 8-9 metrów i mogła osiągnąć wagę nawet 8-10 ton. Olbrzymi pływający buldożer, wyspecjalizowany w konsumpcji ogromnych ilości morskich roślin. Jeśli ktokolwiek będzie próbował wmówić Wam, że dieta wegańska nie prowadzi do budowy masy, to warto wówczas przywołać przykład bohaterki tego posta. Od innych brzegowców odróżniał ją brak uzębienia. Jej jama ustna pokryta była białymi włosami, które służyły do rozcierania pokarmu. Na podniebieniu i żuchwie znajdowały się dwie keratynowe płyty, które służyły do przeżuwania smakowitych wodorostów. Syrena morska była wprost stworzona do... jedzenia. Jej żołądek miał 1,8 metra, a przewód pokarmowy osiągał długość 151 metrów, czyli de facto dwudziestokrotnie więcej niż wynosiła długość ciała samego zwierzęcia. Zwierzę pojawiło się w plejstocenie i swym zasięgiem obejmowało Japonię, Kamczatkę i Alaskę. Preferowało zatem zimne, lecz płytkie wody z piaszczystym dniem i ujścia rzek do mórz. Z czasem, populacje zaczęły jednak się kurczyć i ograniczyły się tylko do Wysp Komandorskich (dzisiejsza Rosja). Sytuacji nie poprawiło pojawienie się w tym rejonie człowieka...

Wielkość syreny morskiej oraz innych brzegowców.

Steller i przyjaciele

Marzec 1741 roku, już naprawdę niewiele regionów Ziemi pozostało nieodkrytych. Ograniczenie ilości nieznanych lądów nie szło w parze ze zmniejszoną ciekawością ludzi. Po odkryciu Ameryki Południowej czy wybrzeży Afryki zaczęto zapuszczać się w północne, chłodniejsze rejony. Z takiego założenia wyszedł Georg Wilhelm Steller, który w omawianym czasie dotarł do Wysp Komandorskich. Nasz jegomość był bawarskim zoologiem oraz botanikiem, który wraz z duńskim kapitanem Vitusem Jonassen Beringiem wyruszył na wyprawę w nieznane i odkrył bardzo dziwne zwierzę - krowę morską. Mimo, że Steller z wyprawy przywiózł zaledwie jedno żebro, które chciał przekazać na cele naukowe, to niestety inni ludzie zapragnęli bliżej zapoznać się z nowo odkrytym ssakiem. Europejczycy przybyli licznie aby pozyskać krowę morską dla jej futra, tłuszczu oraz mięsa. W 1768 roku, zaledwie 27 lat odkryciu nielicznej populacji, na Ziemi nie pozostała już ani jedna syrena morska. Człowiekowi udało się wytępić to zwierzę z powodu nieumiejętności krów do zanurzania się i płoszenia tych zwierząt w kierunku brzegu, gdzie bezlitośnie je zabijano. Olbrzymi morski buldożer przestał istnieć. 

Syrena morska i człowiek. Rozmiary.

  • Syreny morskie zostały wybite w zatrważającym tempie. Obok ptaków dodo, moa czy lisów falklandzkich to jeden z najaktualniejszych przypadków wytępienia określonego gatunku przez człowieka. Ale czy rzeczywiście w tym przypadku wina leży wyłącznie po stronie ludzi? Populacja tych ssaków systematycznie malała od wielu lat. Można zatem przypuszczać, że działalność człowieka jedynie przyspieszyła proces wymierania tych zwierząt. Pozostaje jedynie ubolewać nad faktem, że zostały one odkryte tak wcześnie. Z dużą pewnością stwierdzić można, że obecnie ludzie uratowaliby populację stojącą na krawędzi zaniku zamiast ją niszczyć.


Stay tuned.

Bibliografia:

https://www.britannica.com/animal/sea-cow

https://www.britannica.com/biography/Georg-W-Steller#ref1105073

https://a-z-animals.com/animals/stellers-sea-cow/

https://en.wikipedia.org/wiki/Steller%27s_sea_cow#Extinction

https://pl.wikipedia.org/wiki/Brzegowce






niedziela, 9 czerwca 2019

Velocikłamstwo, czyli mity o najsłynniejszym z "raptorów".

Velociraptor, jaki był naprawdę?

Nie da się ukryć, że obraz dinozaurów, który istnieje w naszych głowach w dużej mierze opiera się na filmach z serii "Park Jurajski". Podobnie jak większość dzieciaków urodzonych na początku lat dziewięćdziesiątych byłem olbrzymim fanem tych filmów (w sumie dalej jestem). Do tej pory gdy myślę o którymś z występujących w nich gatunków to przed moimi oczami od razu stają ich wersje stworzone przez Stevena Spielberga. Jednakże, naszej uwadze nie może umknąć fakt, iż  wiedza o dinozaurach i innych wymarłych organizmach stale się poszerza. Obraz prehistorycznych gadów z pierwszej części cyklu, wyprodukowanej w 1993 r. był sporządzony według aktualnej na ten rok wiedzy paleontologicznej. Dodać również trzeba, że wiele cech, które przypisano gadzim aktorom było dodanych na potrzebę uczynienia ich bardziej interesującymi. Welociraptor, który obok tyranozaura i spinozaura jest największym wrogiem ludzi trafiających do Parku Jurajskiego był w rzeczywistości niepodobny do zwierzęcia, które żyło na naszej planecie. Zapraszam na analizę mitów związanych z tym mezozoicznym łowcą. Nie był to taki przystojniak, jakim go uczyniono na ekranie.

Para welociraptorów

A może Park Kredowy? 

Jak wszystkie dinozaury, welociraptory pochodzą z ery mezozoicznej. To środkowa wielka era w dziejach naszej planety, która trwała od 251,9 do 66 mln lat temu, a więc 186 mln lat. Składają się na nią trzy okresy geologiczne: trias, jura oraz kreda. Panowanie nad Ziemią w tym czasie bezsprzecznie przejęły dinozaury. Wówczas, na terenie Chin i Mongolii żył welociraptor. Tylko, że okres funkcjonowania tego gatunku przypada na późną kredę. Co robił w Parku Jurajskim? "Park Kredowy" gorzej brzmi, no nie? Nazewnictwo będące pobudką zmian poczynionych w rzeczywistym obrazie dinozaurów pojawi się raz jeszcze później. 

Welociraptorom z pewnościa nie można odebrać groźnego wyglądu.

Napoleon też był niski...

Welociraptory, które występują w Parku Jurajskim rozmiarami przewyższają ludzi. Mają około 2 m wzrostu, wielkie czaszki i znacznie bardziej śmiercionośne pazury. W trzeciej odsłonie filmu welociraptor skręca z łatwością kark człowiekowi jednym kłapnięciem szczęki. Czy rzeczywiście spotkanie z tym zwierzęciem byłoby dla nas równoznaczne z koniecznością zmówienia ostatniego pacierza? Na szczęście nie. Niczym niektórzy mężczyźni na Tinderze, welociraptor dodał sobie trochę cm wzrostu. Prawdziwy gad rozmiarami dorównywał... wyrośniętym indykom. Ileż rozgłosu zyskałoby święto dziękczynienia gdyby daniem głównym był kwiożerczy jaszczur. Jedno jest pewne, wszyscy by się najedli w podobnym stopniu. Niektórych zapewne zdziwi geneza tej radykalnej zmiany. Przecież materiał kopalny mógł z powodzeniem potwierdzić, iż w rzeczywistości mamy do czynienia z przerośniętym kurczakiem. Dlaczego nasz bohater został tak bardzo powiększony? Otóż filmowa wersja dinozaura była wzorowana na kuzynie, deinonychu, który rozmiarami dorównywał kreacji z uniwersum JP. Nie prościej było zwyczajnie oddać deinonychom ich należne miejsce jako  jednym z najbardziej krwiożerczych spośród dromeozaurów (rodzina, do której należał welociraptor i deinonych)? Otóż nie. Powód? "Welociraptor" brzmi chwytliwiej.

Welociraptor i Deinonych de facto zamieniły się rolami w filmach o Parku Jurajskim.

Clever girl?

Filmowa kreacja welociraptora przedstawia go jako zwierzę niebywale inteligentne. Potrafią one znajdować wyjście z potrzasku, działać zespołowo, są zdolne do forteli, którymi przechytrzają ludzi, jak również możliwe jest ich oswajanie i trenowanie. Nikt nie zdziwiłby się gdyby okazało się, że w następnych częściach welociraptory zaczały czytać książki i uchwalać konstytucję w drodze sformalizowanej procedury. Jak zapewne się domyślacie, oczywiście nie były tak lotne. Faktem jest, iż welociraptory i inne dromeozaury miały duży mózg w porównaniu z innymi dinozaurami. Jednakże, mezozoiczne gady rekinami intelektu nie były. Dorosły welociraptor był prawdopodobnie głupszy od małego kotka, a jego inteligencja zbliżona była do tej, którą posiadają emu (według mnie ścisła czołówka jeśli chodzi o nieskalane myśleniem facjaty w świecie fauny). W dalszym ciągu był to jednak jeden z najmądrzejszych mieszkańców Ziemi w kredzie. Inteligencją przewyższał go troodon, którego współczynnik encefalizacji (stosunek masy mózgu do masy ciała) wynosił 6,5. To solidny wynik. Bohater tego posta miał współczynik EQ równy 5, zaś człowiek ma równy 7. Jeśli zatem spodziewaliście się, że wymieranie kredowe zastopowało ewolucję inteligentnych gadów, które wkrótce zaczęłyby iść ścieżką ewolucyjną podobną do naszej to muszę was zawieść. Welociraptor kostki rubika nie ułoży.

Pod względem intelektu welociraptora przewyższał jedynie troodon.

Czy aby na pewno welociraptor był nagi?

Dla wszystkich wielbicieli dinozaurów ciosem okazała się informacja, w której posiadanie weszliśmy po wielu latach od premiery pierwszej części filmu Park Jurajski. Niektóre z mezozoicznych gadów miały pióra. W tej grupie znalazł się również welociraptor. Podobieństwo naszego bohatera do ptaków jest zresztą znamienne. Kości nadgarstka dromeozaurów były podobne do ptasich skrzydeł. Welociraptor, tyranozaur, spinozaur, gołąb, pingwin i papuga należą do tego samego podrzędu zwanego teropodami. Nie ma zatem wątpliwości, iż omawiany przez nas gad więcej wspólnego miał ze skrzydlatymi kuzynami, niż chociażby z triceratopsami. Upierzenie wskazuje również na jedną, bardzo ważną cechę. Otóż welociraptory mogły z dużą dozą prawdopodobieństwa być stałocieplne. Tłumaczyłoby to duży sukces dromeozaurów podczas późnej kredy. Kres dziecięcym wyobrażeniom o łuskowatym zabójcy położyły wydarzenia roku 2007. Wówczas odnaleziono w Mongolii skamieniałość przedstawiającą upierzoną kończynę przednią welociraptora. Czy mógł on wyglądać jak krwiożerczy paw, bażant lub wrona? Mógł. Uczcijmy ten fakt minutą ciszy. 

Welociraptor był upierzony i blisko spokrewniony z dzisiejszymi ptakami.

A co jest prawdą ? 

Welociraptor był mięsożerny. Najprawdopodobniej jego ofiarą padały owady, niewielkie płazy, dinozaury czy ssaki. Polował też na większe zwierzęta takie jak protoceratops. Pojedynek tych dwóch dinozaurów został zachowany w postaci kopalnej jako jedna z najbardziej znanych skamieniałości. Oba gady toczyły ze sobą zażarty bój, który tak je pochłonął, że nie zdążyły zbiec przed zasypaniem przez piach. 
Nie ma obecnie dowodów, że welociraptor polował stadnie, jednakże tej hipotezy nie można całkowicie wykluczyć. Mniejsze drapieżniki, jak np. psowate często polują w grupie. Mogło się to zatem również tyczyć dromezaurów takich jak welociraptor. 
Warto również dodać, że olbrzymi pazur, który jest charakterystyczny dla wszystkich dromeozaurów był w istocie największą bronią tego dinozaura. Ci, którzy mieli okazję obejrzeć trzecią część z serii o Parku Jurajskim pamiętają zapewne scenę, w której hakowata broń wbijała się w plecy mężczyzny. Niewątpliwie bolesny, jednakże wyjątkowo prawdziwy moment (a jest to niezbyt częste w przypadku spielbergowskiej kreacji naszego gada).
Pojedynek welociraptora z protoceratopsem uwieczniony w jednej z najsławniejszych skaminiałości.


Welociraptor to zapewne jedno z najbardziej rozpoznawanych zwierząt prehistorycznego świata. Ową rozpoznawalność zawdzięcza oczywiście serii filmów Steven Spielberga o Parku Jurajskim. Mimo, iż przedstawiony tam został w sposób w większości fałszywy to nie da się ukryć, że diametralnie go uatrakcyjniono. Gdyby krwiożerczy indyk żył, zapewne cieszyłby się z tak schlebiającej kreacji. 

niedziela, 5 maja 2019

Czy wilkor Duch z Gry o Tron mógł kiedyś istnieć?

Trzy wilkory, których nie wymyślił George R. R. Martin.

Inspiracja z dalekiej przeszłości.

Wiosną 2011 roku wyemitowano pierwszy odcinek "Gry o Tron" serialu, który obecnie bije rekordy popularności. Aktualnie oglądamy już ósmy, a zarazem ostatni sezon tego arcydzieła, opartego na serii książek George'a R. R. Martina pt.: "Pieśń lodu i ognia". Głównymi bohaterami serii są Starkowie, ród lordowski z mroźnej krainy zwanej Północą. W ich herbie znaleźć można tajemnicze zwierzę. Owym stworzeniem jest wilkor - ogromny wilk, który towarzyszy każdemu z młodych Starków na początku ich przygód. Niemal każdy potrafi stwierdzić, iż jest to kreacja fantastyczna. Dlaczego miałoby być inaczej? Przecież w tym serialu występują smoki, olbrzymy i nieumarli! Rozwieję zatem wątpliwości, wilkory zdecydowanie kiedyś istniały. Przed Wami trzy zwierzęta, które najbardziej przypominały Ducha, czworonożnego towarzysza Jona, głównego bohatera serialu.
Fanart przedstawiający wilkora Ducha podczas bitwy o Winterfell

Więcej niż pies.

Podstawową cechą martinowskich wilkorów jest ich rozmiar. Są znacznie większe od wilków i psów oraz niemal przewyższają masą człowieka. Fakt ten doprowadził mnie do przedstawiciela psowatych, który wyróżniał się pośród pozostałych kuzynów gabarytami. Mowa o Epicyon haydeni, którego imię oznacza "więcej niż pies". Mógł mierzyć nawet 1,5 m długości i osiągać masę 130 kg. Był zatem wielkości lwicy! Ten monstrualny czworonóg zamieszkiwał tereny Ameryki Północnej w miocenie (15-5 mln lat temu). Jego pysk był dość krótki w porównaniu do współczesnych wilków. Sugerowało to, że zacisk jego szczęki był niezwykle silny. Dzięki temu mógł pożreć ofiarę w całości, a więc razem z kośćmi, co jest charakterystyczne dla hien. Stąd rodzina Borophaginae, nazywana jest psami-hienami lub "bone crushing dogs". Nie jest natomiast do końca jasne czy polował w stadach czy był samotnym łowcą. Nie jest też znany sposób pozyskiwania przez niego pożywienia. Łatwo jest dopowiedzieć historię o efektownych atakach na mioceńską faunę tych majestatycznych drapieżników. Jednakże, w paleontologii dość często dochodzi do zawodu w temacie mięsożerców. Podobieństwo do hien i krótki pysk może wskazywać, iż epicyon był padlinożercą, podkradającym truchła innym zwierzętom i ogałacającym je do ostatniej kości. Bez względu na nawyki żywieniowe, największy przedstawiciel psowatych musiał ustąpić miejsca innym drapieżcom. Do wyginięcia "więcej niż psa" przyczyniła się inwazja Felidae na kontynent północnoamerykański. O kim mowa? O kotach. Wielkie koty zajęły niszę wielkich psów i odniosły druzgocące zwycięstwo w jednej z bitew psio-kociej wojny. To był kres epicyona. 

Epicyon miał krótki pysk, któym mógł miażdżyć kości innych zwierząt


Niedźwiedziopies.

Kolejnym stworzeniem, które z powodzeniem mogłoby być określone mianem wilkora jest amficjon. Amphicyon oznacza "niezjednoznacznego psa". Ze względu na swój wygląd oraz posiadanie cech zarówno psich, jak i niedźwiedzich do amficjona przylgnęła nazwa "niedźwiedziopies". Zwierzę to nie należało ani do psów, ani do niedźwiedzi. Najaktualniejsze badania wskazują, że było jednak mocniej spokrewnione z psowatymi. Nie przesądza to o zbyt wielkim pokrewieństwie. Amficjony stanowiły osobną rodzinę ssaków. Niedźwiedziopsy pojawiły się 30 mln lat temu, w środkowym oligocenie, a ostatecznie zniknęły z naszego świata we wczesnym miocenie (około 20 mln lat temu). Można było spotkać je w Ameryce Północnej, Europie, Azji oraz Afryce. Największy przedstawiciel gatunku (Amphicyon giganteus) ważył nawet do 180 kg. Amficjon wyglądał jak zwierzę o posturze zbliżonej do niedźwiedzia, zaś pysku przypominającym psi. Na pierwszy rzut oka był owocem miłości Lessie i niedźwiedzia Wojtka. Jego przednie łapy były umięśnione jak u grizzly i zapewne wystarczyło jedno precyzyjne uderzenie nimi by uśmiercić ofiarę. Wszystko wskazuje jednak, że stylem życia bliżej było amficjonom do niedźwiedzi. Zwierzęta te były wszystkożerne i mało prawdopodobne jest, że trudniły się polowaniem, a raczej samodzielnie przemierzały lasy w poszukiwaniu pożywienia (owoców czy padliny). 20 mln lat temu amficjony musiały ustąpić miejsca szybszym, zwinniejszym i lżej zbudowanym drapieżnikom jak np. psowate. Był to kres tych przedziwnych stworzeń, które przez miliony lat dumnie nosiły miano topowych drapieżników. 


Amficjon posiadał bardzo silne kończyny przednie jak u niedźwiedzia i typowo psie uzębienie

Wilkor z krwi i kości.

Ostatnim zwierzęciem, które omówię jest wilk straszny (canis dirus), którego angielska potoczna nazwa brzmi "dire wolf". Nie trudno zauważyć, że pokrywa się ona z  tłumaczeniem słowa "wilkor" z Pieśni lodu i ognia. Można przypuszczać, że to właśnie to stworzenie było bezpośrednią inspiracją dla stworzenia postaci Ducha i jego rodzeństwa. Wilk straszny był największym przedstawicielem rodzaju canis, jaki kiedykolwiek żył na naszej planecie. Zamieszkiwał Amerykę Północną i Południową w plejstocenie (240-10 tys. lat temu). Dire wolf był spokrewniony z wilkiem szarym. Nie był od niego wyższy, lecz znacznie mocniej zbudowany. Ważył nawet do 79 kg (wilk szary osiąga maksymalną wagę 60 kg). Dodatkowo jego ugryzienie było silniejsze o 129% od współczesnego nam krewniaka. Wytłumaczyć to można jego nawykami żywieniowymi. W plejstoceńskiej Ameryce Północnej licznie wystepowała megafauna (olbrzymie leniwce, mastodonty, konie oraz bizony), które padały ofiarą wilkorów. Arsenał służący do obalenia olbrzymich roślinożerców musiał być zatem imponujący. Podobnie jak wilki szare, przedstawiciele gatunku canis dirus mogli żywić się padliną. Wiele spośród odkrytych szkieletów ma połamane zęby. Dzięki temu możemy z powodzeniem stwierdzić, że nie były to zwierzęta przystosowane do rozłupywania kości tak jak wyżej opisane epicyony. Wyspecjalizowanie w polowaniu na megafaunę było gwoździem do trumny dla wilków strasznych. Wraz z pojawieniem się człowieka oraz zmianami klimatycznymi, megafauna zaczęła wymierać. Wraz olbrzymimi leniwcami i mastodontami z powierzchni naszej planety zniknęły również wilkory. 

Wilka straszliwy był wyraźnie większy o obecnie żyjącego wilka szarego.
Wszystkim fanom serialu Gra o Tron oraz entuzjastom paleontologii pozostawiam wybór swojego wilkora. Serialowy Duch rozmiarami z pewnością dorównuje epicyonowi, jest równie groźny jak amficjon, ale wygląd zewnętrzny zbliżony jest do wilka strasznego. Wydaje się, iż podzielam zapatrywania autora Pieśni lodu i ognia, G. R. R. Martina, a wilkora (dire wolf'a) najbardziej przypomina mi canis dirus. Niestety towarzysze Starków istnieją jedynie na ekranach naszych monitorów, zaś wszystkie omówione przeze mnie zwierzęta już dawno wymarły. Zawsze możemy jednak nazwać wilkorami nasze domowe czworonogi. No, chyba, że ktoś ma york'a.

Stay tuned.

sobota, 27 kwietnia 2019

Jak to robiły dinozaury?

Przecież w Kredzie też uprawiano seks.

Seks uprawiają wszystki zwierzęta. Żaby, żółwie, papugi, psy, koty i ludzie przynajmniej raz w roku (u tych ostatnich nie jest to regułą) zabierają się za poszukiwanie partnerki, zachęcenie tejże dziewczyny do zbliżenia i w końcu spłodzenie potomków. Wydaje się oczywiste, że skoro zwierzęta robią to teraz to robiły to także przed milionami lat. Sprawa nie jest jednak tak błaha jak mogłoby się wydawać. Zawiłość omawianej kwestii jest dość duża, nie dysponujemy bowiem dostatecznym materiałem dowodym (zapewne poprzez brak uwiecznień). Nie przedłużając, zapraszam na tekst o igraszkach miłosnych najpopularniejszych, wymarłych istot - dinozaurów. 

Na pograniczu tabu i spekulacji.

Dinozaury to zwierzęta, która zniknęły z powierzchni naszej planety około 64 miliony lat temu. Wszelkie informacje, które na ich temat zgromadziliśmy pochodzą z ich skamieniałych szczątków. W zapisie kopalnym zachowują się wyłącznie kości. Nie wiemy jak wyglądały dinozaurze tkanki miękkie. Do takich tkanek należały narządy rozrodcze. Gdybyśmy wiedzieli cokolwiek na ich temat to życie seksualne dinozaurów nie byłoby dla nas żadną tajemnicą. Jak w takim razie określano płeć tych gadów? Było to możliwe po analizie kości miednicznych, które u samic były szersze z powodu konieczności składania dużej ilości jaj. Paleontolodzy wiedzieli, iż na określeniu płci kończą się seksualne dywagacje i akty rozmnażania kredowych potworów były dla nich swego rodzaju tabu. Przez wiele lat mówiło się o tym mało lub wcale, a do zagadki o prehistorycznych igraszkach przylgnęła łata nierozwiązywalnej. Obecnie ludzie, do których bezsprzecznie należą paleontolodzy mają znacznie więcej luzu. Teoretyzowanie i wysnuwanie wniosków na temat dinozaurzego bara-bara zaszło już bardzo daleko. 


Czy stosowanie analogii ma sens?

Dinozaury osiagały znaczne rozmiary. To właśnie gabaryty stanowią jedną z największych przeszkód w określeniu jak wyglądał ich seks. Można oczywiście spojrzeć w kierunku słoni, nosorożców i żyraf, czyli największych lądowych kręgowców, jednakże były one znacznie mniejsze od prehistorycznych bestii. Zdarza się, iż samiec słonia łamie słonicy żebra podczas stosunku. Mówimy w końcu o zwierzętach, które ważą około 7 ton. Co mają powiedzieć zatem brachiozaury, których waga oscylowała wokół 80 ton? Dominuje jednak stanowisko, że skoro zauropody (jak np. brachiozaury) potrafiły przy takiej masie chodzić to równie dobrze mogły kopulować.
Większy sens ma spojrzenie ku nabliższym krewnym mezozoicznych gadów, czyli krokodylom i ptakom. Te pierwsze mają z dinozaurami wspólnych przodków, zaś te drugie to ich potomkowie. Zarówno krokodyle, jak i ptaki nie mają narządów płciowych, a jedynie kloaki odpowiedzialne za defekację, oddawanie moczu i kopulację (brzmi smutno). Prowadzi to do wniosku, że dinozaurze igraszki były krótkie i z dużą dozą prawdopodobieństwa odbywały się w pozycji "na pieska", a zatem przypominały zabawy ptasie.


Pojawiają się kłopoty.

Dinozaury występowały w wielu kształtach i rozmiarach. Różniły się od siebie tak znacząco, że poszczególne aspekty życia seksualnego musiały wyglądać odmiennie u każdego gatunku. 
Ceratopsy, do których należał osławiony triceratops posiadały grzebienie wyposażone w kostne wyrostki. Samiec musiał bardzo się natrudzić żeby nie zakończyć zabawy z poranioną szyją. 
Z pewnością należy również zacząć bać się o panią tyranozaur. Przedstawiciele jej gatunku posiadali najsilniejszy nacisk szczęk spośród wszystkich dinozaurów. Jeżeli samca poniosłoby miłosne uniesienie to zbliżenie mogłoby skończyć się rozlewem krwi. Ciekawostką jest, iż małe kończyny górne tyranozaurów, które od dawna są obiektem internetowych żartów zapewne pomagały samocowi w uprawianiu miłości i utrzymaniu się na wybrance.
Największe zwierzęta jakie kiedykolwiek chodziły po naszej planecie to zauropody. Te olbrzymy ważyły zwykle do kilkudziesięciu ton. Wspomniany wcześniej brachiozaur ważył aż 80 ton. Kilku paleontologów twierdzi, że w celu odbycia stosunku seksualnego te ogromne zwierzęta zanurzały się w wodzie (ta teoria jest raczej niepopularna). Dla trzynastometrowego samca siedzącego na samicy zanurzenie musiałoby być zatem nie lada wyzwaniem.
Największą zagwostkę zafundowały nam jednak stegozaury. Te bardzo medialne stworzenia charakteryzowały się wybitnym arsenałem obronnym w postaci kolców na ciele i ogonie oraz wyjątkowo małym móżdżkiem. Problem polegał jednak na tym, że ostre kolce uniemożliwiałyby samcowi wdrapanie się na samicę. Najbardziej kolczastym spośród stegozaurów był kentrozaur. Seks przedstawicieli tego gatunku był niemalże niemożliwy do wyobrażenia. Obecnie pojawiają się teorie o łagodniejszym zakończeniu wyrostków u samic co umożliwiałoby stosunek. Dziewczyny pozbawione byłyby tym samym defensywy (rażąca niesprawiedliwość). 


A jak wyglądał podryw? 

Można z powodzeniem stwierdzić, że wskazówek dotyczących walki o samice i innych form zdobywania ich względów szukać należy obserwując zachowania ptaków. Obecnie nie jest już żadną rewelacją, że wiele dinozaurów posiadało pióra. Wielu fanów serii Jurassic Park zapewne nie może wyobrazić sobie opierzonego tyranozaura czy velociraptora. W rzeczywistości oba wymienione dinozaury przypominały przerośnięte kurczaki. W okresie godowym ich zachowania przypominać musiały stroszenie piór przez ptaki. Olbrzymie brachiozaury mogły walczyć o samice jak współczesne nam żyrafy, a więc uderzając o siebie długimi szyjami. Triceratopsy pojedynkowały się z użyciem pokaźnych rogów, zaś pachycefalozaury uderzały się głowami jak dzisiejsze muflony. Wszystko to działo się dla dinozaurzych pań!


Po zaznajomieniu się z informacjami zawartymi w powyższym wpisie łatwo stwierdzić można, że o seksie dinozaurów wiemy bardzo mało. Nie wiemy chociażby jak wyglądała gra wstępna. Nie mamy możliwości stwierdzenia czy pani dinozaur okazywała partnerowi niedostępność. Czas trwania zblizenia to jedynie spekulacją. Kwestia jest dalej analizowana przez naukowców, ale może tak nie warto się wtrącać? Przecież nie powinno nas interesować co tyranozaur porabiał w sypialni. 

Stay tuned.

sobota, 20 kwietnia 2019

Wielkanocne jajo na czterech nogach!

Gdyby w plejstocenie obchodzono Wielkanoc...



Jest wiele zwierząt, które kojarzą się ze świątami Wielkiej Nocy.  Czy sensownie byłoby opisywać te dobrze nam znane? Czy może Was zaskoczyć anatomia baranka? Czy dieta zająca to coś niespotykanego? Czy relacja kury z człowiekiem jest osłonięta chociaż rąbkiem tajemnicy? Obawiam się, że pomimo mojej nieznającej granic miłości do zwierząt wolałbym jednak odprężyć się przy Pani Domu i kubku gorącej czekolady (a nigdy tego nie robię), niż pisać na te tematy. 
Nie musiałem długo głowić się nad zwierzęciem, które najbardziej kojarzy mi się ze świętami wielkanocnymi. Było dla mnie jasne, że szukam podopiecznego, który najbardziej przypominałby mi popularną pisankę. Przed Państwem przesympatyczna hybryda Rudego 102 i gigantycznego jaja. Wita Was glyptodon!


Być szczerbakiem!

Glyptodon był ssakiem należącym do rzędu szczerbaków. Jego najbliższymi kuzynami były leniwce, mrówkojady, megatheria (olbrzymy wielkości słoni afrykańskich) oraz pancerniki, które łudząco przypominał. Ów rząd wyróżnia się uzębieniem zredukowanym jedynie do zębów policzkowych. Mózgi szczerbaków są małe, a ich kora mózgowa nie należy do najbardziej pofałdowanych. Trzeba przyznać, iż fakt ten rzuca nowe światło na lenistwo leniwców...


Bezbłędna defensywa.

Glyptodon pojawił się na terytorium Ameryki Południowej około 2,5 mln lat (późny pliocen), a ostatecznie zniknął z powierzchni ziemi około 11 tys. lat temu (wraz z końcem epoki plejstocenu). Zwierzę zdecydowanie wyróżniało się zarówno rozmiarami (mógł ważyć nawet 2 tony), jak i osobliwym pancerzem zbudowanym z płytek kostnych. Były one ułożone w podwójnych albo potrójnych rzędach i pokrywały grzbiet, głowę, pysk, ogon oraz brzuch glyptodona. Ssak ten przypominał zatem wielkiego żółwia, który niestety pozbawiony został możliwości schowania się do swej skorupy. Niektóre gatunki posiadały dodatkowo kostną buławę, która służyć mogła do walk o samicę. 

Bliskie spotkanie z człowiekiem.

Glyptodony wymarły 11 tys. lat temu, a więc dzieliły swoje środowisko z najniebezpieczniejszym z drapieżników - człowiekiem. Twardy pancerz chronił je przed atakami innych zwierząt, jednakże Home Sapiens Sapiens wyróżniał się na tle pozostałych łowców. Bardzo szybko zorientował się, iż powolne i ufne zwierzęta są znakomitym celem do ataku. Zapewne szybko wymyślił sposoby na upolowanie łagodnego, opancerzonego olbrzyma. Przypuszcza się, iż ludzie chowali się w szkieletach glyptodonów przed niepogodą, gdyż znaleziono w nich ślady ognisk. Śmiało można zatem dopisać naszych bohaterów do listy przedstawicieli tzw. megafauny (olbrzymich zwierząt plejstocńskich), którym kres przyniosła ekspansja człowieka. 



Dziś pozostało nam jedynie wspomnienie po zwierzęciu, które w defensywie przewyższało nawet umiejętności włoskich piłkarzy Juventusu Turyn. Nawet jeśli jego pancerz przypominał ogromne, prehistoryczne jajo to jednak mam nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy pomalować muzealnego eksponatu. 

Stay tuned.